Macierzyństwo bez windy

Trzy piętra, czyli sześć półpięter – każde po jedenaście schodów dodać sześć schodów, prowadzących na parter. Brama wejściowa – jeden zamek, drzwi do mieszkania – dwa zamki do rozbrojenia.

Jedna siatka z zakupami – około siedem kilogramów, jeden wagon papieru toaletowego – ok. sześćset gram, jedno dziecko – dziewięć kilo, ale w ciągłym ruchu, więc odczucie wagi razy trzy.

Czapkę, rękawiczki, telefon upychamy do torebki, torebka na skos, żeby nie zjeżdżała. Kurtkę rozpinamy do połowy zamka, maseczkę zdejmujemy. Torba z zakupami do prawej ręki, papier toaletowy pod prawą pachę, klucze do mieszkania zawieszamy na jednym z palców prawej dłoni. Dziecko na lewą rękę. Start.

Godzina jazdy na rowerze: utrata 300 kalorii.
Godzina biegania: utrata 700 kalorii.
Godzina pływania: utrata 600 kalorii.
Godzina gry w tenisa: utrata 600 kalorii.
Powrót matki z zakupów do domu: utrata 1000 kalorii.

Najtrudniejszy jest manewr otwierania drzwi. Sprawne zsunięcie kluczy z palca drżącej już od ciężaru zakupów ręki. Byleby nie spadły na ziemię, bo wtedy to kaplica. Dwa razy przekręcić klucz w zamku, ruszając samym nadgarstkiem, tak żeby papier nie wysunął się spod pachy. Ta ulga, gdy można wszystko zrzucić na podłogę, włącznie z kurtką i dzieckiem. I jedno zasadnicze, kluczowe wręcz pytanie: czy pamiętałam żeby na samym wierzchu zakupów położyć tabliczkę czekolady?

Macierzyństwo bez windy

2 myśli na “Macierzyństwo bez windy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przewiń do góry