Umiem w wielopielo

Nie jestem eko-świrem, ale myślę. Przynajmniej staram się to robić dosyć regularnie. Dodatkowo obserwuję świat, czytam gazety, słucham radia i przede wszystkim: wyrzucam codziennie śmieci. Dzień w dzień czarne wory pełne ciężkich jak kamienie pamperów. Zawsze mnie to dobijało, ale zazwyczaj frustracja ta sprowadzała się jedynie do westchnienia: matko, utopimy w tym świat… Raz na jakiś czas wyobrażałam sobie nawet stosy zużytych jednorazówek sięgające Giewontu, ale szybko sama siebie sprowadzałam na ziemię i wrzucałam kolejny wagon pieluch do koszyka sklepowego. Wiedziałam oczywiście o istniejącym trendzie powrotu do pieluch wielorazowych, ale bez przesady, myślałam sobie, bez przesady… 

W kwestii wielopieluchowoania jestem w gronie tych, co lepiej późno, niż wcale. Ale czyż Bóg nie cieszy się z każdej nawróconej owieczki…? Gdy druga córka skończyła rok, góra pieluch jednorazowych, która konsekwentnie odkładała się w mojej świadomości oraz obszarach mózgu odpowiadających za poczucie winy, osiągnęła jakiś limit. Do tego poszperałam w internecie i natknęłam się na zestaw danych i obrazków, które aktywowały we mnie gotowość. Gotowość na wielopielo! Zamieszczam je tutaj, bo a nuż komuś z Was również przemeblują głowę i pchną do zmiany przyzwyczajeń.

Oczywiście nie sposób dokonać jednych i jedynych prawidłowych obliczeń, ale średnio przyjmuje się, że przeciętny delikwent rocznie zużywa 3000 pieluch jednorazowych, co można by opędzić 15 pieluchami wielorazowymi. Dla tych, na których liczby nie robią wielkiego wrażenia, wklejam obrazek przedstawiający skalę.

Natknęłam się na różne źródła, jedne mówią, że pielucha rozkłada się ok. 100, inne że 500 lat. Tak, czy owak: długo. Jest to spowodowane oczywiście tworzywami, z których są wykonane i substancjami pochłaniającymi wilgoć, które są w nie pompowane. Warto sobie poczytać w co codziennie zawijamy najdelikatniejsze części ciała naszych skarbeczków. Moje wnioski były dość proste: trzeba zweryfikować swoje zwyczaje, żeby nie zostawić w spadku naszym potomnym gównianej rzeczywistości.

W takich właśnie okolicznościach, wspierana w tym myśleniu przez Męża, postanowiłam: przerzucamy Jaguśkę na wielopieluchowanie! Myśląc, że najważniejszą decyzję mam już za sobą i teraz będzie już z górki, usiadłam do komputera w celu zakupu pieluch wielorazowych.

Matko z córką. Kruca fuks. Ile tego. Sto różnych systemów. Wiedza tajemna.

Trzy dni czytałam i przeglądałam. W końcu kupiłam: dwa otulacze i 8 wkładów. Chyba w sam raz, myślę sobie. Jeden otulacz w flamingi, drugi w żyrafy – w takim towarzystwie pójdzie nam gładko! Pierwszym przebieraniem pieluchy byłam podekscytowana, jak Marysia otwieraniem Kinder Niespodzianki. Chodziłam za Jagną co chwilę pytając, czy dobrze leży.
– Bap! – słyszałam w odpowiedzi, co traktowałam jako recenzję pozytywną.

Pół dnia mi zajęło zdobycie wiedzy, że dwa otulacze i osiem wkładów, to za mało. Uzupełniamy arsenał, myślę sobie, i teraz to już pójdzie gładko. Kolejne dwa dni testów, kilka przesikanych par portek, następna porcja mądrości trafia do głowy: otulacze są ok, ale potrzebujemy też bardziej pancernej opcji na ten ruchliwy kuper. Kupiłam zapas pieluch – kieszonek. Kolejne trzy dni prób, Eureka! Mam to! Wypracowałam sobie system, piorę co 1,5 dnia wraz z innymi rzeczami i wszystko hula. Jestem eko. Jestem super. Teraz już z górki.

-Czujesz to? – pyta mnie mąż pewnego wieczora, leżąc obok w łóżku.
– No czuję, coś tu śmierdzi – mówię – i to bardzo.
Nasz wzrok powędrował ku suszarce na pranie, stojącej w rogu sypialni. Na niej dumnie dyndały świeżo wyprane, kolorowe pieluchy. Wstałam, wącham pieluchę – masakra. Wącham wkłady – jeszcze gorzej. Wącham wszystkie nasze ubrania – dramat. Zamiast Cocolino, miażdżąca nos uryna.
– Coś robię nie tak – mówię do męża tonem podekscytowanego Scherlocka.
– No ewidentnie… – ekscytacja męża nieco mniejsza, zważywszy na to, że on następnego dnia w tej odzieży musi iść do pracy i spotykać się z klientami.

Już przy śniadaniu wyczytałam, że wtopiłam zapierając pieluchy mydłem i dodając do prania płyn do płukania tkanin. We włóknach porobiły się złogi, w złogach namnożyły bakterie i nieszczęście gotowe. Ale na wszystko są domowe sposoby. Muszę wymoczyć pieluchy w płynie do mycia naczyń, potem nastawić na porządne płukanie bez detergentów, wysuszyć i gotowe. Prosta sprawa, myślę sobie. Naszykowałam dziecięcą wanienkę pełną ciepłej wody z płynem do naczyń, wymoczyłam elegancko wszystkie pieluchy, załadowałam do pralki i włączyłam długi tryb płukania, dumna ze swej zaradności. Idę na spacer z Jagną – oznajmiłam i wyszłam.

Tylko się nie przestrasz, jak wejdziesz do łazienki. Tak mniej więcej brzmiał SMS od mojego męża. Nie wiem, czy można wymyślić bardziej stresujący komunikat, niż taki właśnie: tylko się nie stresuj. 
Kółka naszej spacerówki dostały turbo przyspieszenia, tocząc się z zawrotną prędkością po nierównych chodnikach. Sprintem wybiegłam na trzecie piętro, zapominając zupełnie, że przecież nie mam kondycji. Butów nie zdejmuję, kurtkę jedynie rozpinam, wpadam do łazienki.
No dawno się tak nie uśmiałam.

Nie wiem, czy kojarzycie takie obrazki z kreskówek, jak bohater bajki wsypie za dużo proszku, albo kostka mydła wpadnie mu do kąpieli, to cały ekran pokrywa bielutka piana pełna uroczych bąbelków. Tak właśnie wyglądała moja pralka i łazienka.
Płyn do mycia naczyń w praniu made my day.

Jak to mówią: złe dobrego początki. I tak właśnie uważam, wielopieluchowanie jest dobre i powinno być znacznie bardziej powszechne. Ja nie mówię, że wszyscy mają porzucić na zawsze wielorazówki, one też się przydają w różnych sytuacjach. Na przykład w podróży lub w żłobku, choć wiem, że istnieją żłobki otwarte na wielopieluchowanie. Gdyby każdy z nas zredukował zużycie pampersów o połowę, albo chociaż o 20%, to w skali naszej cywilizacji to jest ogromna zmiana. Dobra zmiana.
I z tym morałem Was zostawiam, bo jak było trochę do śmiechu, to teraz musi być też do myślenia. Bo jak nie pomyślimy teraz, to potem już nie będzie nam do śmiechu.

Umiem w wielopielo

2 myśli na “Umiem w wielopielo

  1. Hihi .. uśmiałam sie .Że też prostota nie zawsze taka prosta .
    W okrutnych a jakze ekologicznych czasach gdy o pampersach owszem slyszalo się .. pieluch dla Bubulinki musialam miec 30 .. jedne w użyciu , jedne schły / o blogoslawiona pralko suszarko wspolczesna/ reszta w praniu . Wypracowalismy specjalny system skladania pieluchy w ktorym robily sie 2 kieszonki z obu stron …Jedna stronę prasowalismy , wszak dupka delikatna , do drugiej wsadzalismy folię wycinaną z jakze pasujacego w tym celu worka z tzw mleka w worku ..
    Działalo .. ale nie tęsknię

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przewiń do góry